Jesteś tutaj: StartDla KibicówPublicystykaCzy to już koniec?

Czy to już koniec?

 

Na jubileusz dziesięciolecia istnienia GV nie tylko awansuje do wyższej ligi, ale również publikuje książkę będącą próbą podsumowania pierwszej dekady klubu. We słowie wstępu do tej pozycji można było przeczytać, „Gdy zaczynali 10 lat temu niewielu obstawiało, że przetrwają dłużej niż rok czy dwa. Tymczasem ta micro-inicjatywa nie tylko nie chce upaść, ale z sezonu na sezon rozwija się coraz bardziej, co rusz ogłasza kolejne inicjatywy”. Pierwszy sezon w wyższej lidze miał stać się czasem konsolidacji i zacieśnienia więzi. Przyjęto założenie, że sukces poprzedniego sezonu nie wymaga dodatkowych ulepszeń, co najwyżej delikatnych korekt i modyfikacji wedle zasady, że zwycięskich zespołów się nie zmienia. Tymczasem zamiast konsolidacji w zespole iskrzy od wybuchów i konfliktów, które wyczerpują psychicznie. Przerwa po sezonie była każdemu potrzebna. Trzeba było od siebie odpocząć, nabrać dystansu, ze spokojem spojrzeć na sytuację w klubie. Potrzebne były zmiany, swego rodzaju odświeżenie. Tuż przed sezonem wydawało się, że wzmocnienia w zespole, w szczególności na pozycji środkowego bloku i przyjęciu sprawią, że potrzebna świeżość zawita w ramy GV. Klub kontynuuje również współpracę z dotychczasowym trenerem. Mimo problemów zespół zostaje zgłoszony do rozgrywek.

         Niestety cała konstrukcja okazała się niezwykle krucha i bazująca na słabych charakterach. Brak profesjonalnego podejścia niektórych zawodników (nieobecności na treningach, a także brak jednoznaczności) innych popchnął w objęcia konkurującego z GV klubu. Grupa najlepszych zawodników informuje, że odchodzi. Wystarczyło niespełna 3 tygodnie by zespół przestał istnieć. Rozpaczliwe próby ratowania nie przyniosły efektu. Dodatkowym elementem, który nie sprzyjał zespołowi były problemy związane z dostępem do hali. Wygórowane oczekiwania finansowe osób, które oczekiwały za otwarcie, sprzątnięcie korytarza i szatni zapłaty na poziomie ponad 20% całego budżetu klubu na sezon były dodatkowym piachem w oczy. W ostatnim możliwym momencie GV wycofuje się z rozgrywek. Po 11 latach następuje koniec systematycznych treningów i meczy, koniec siatkówki w Mokobodach. Zawiedli ludzie, na wielu płaszczyznach i w wielu drobiazgach. Zawiodła społeczność, która nie potrafiła dobrze zdyskontować działalności klubu. Jest też jej część, której taki finał GV był od dawna chciany i wyczekiwany. A bo, po co to wszystko?

                  Byłem z GV od samego początku, oddałem mu całe swoje serce, czas i dużo prywatnych środków finansowych. Dzisiaj, choć od wycofania z rozgrywek minęło już trzy miesiące, jest we mnie dużo żalu, poczucia straty i złości. Formalnie Global nadal istnieje. Wszedł w czas redefinicji swojej działalności, redefinicji grupy adresowej, dla której będzie kierował swoją ofertę. Być może na końcu tego czasu nastąpi formalne zamknięcie organizacji. Jak w każdej inicjatywie społecznej potrzebni są ludzie skłonni do poświęceń i zaangażowania nie w imię doraźnych celów, ale w imię wiary w to, że to, co w danej organizacji robią, ma sens. Jest komuś potrzebne, jest zwyczajnie pozytywne, jednoczące. Global na nowo potrzebuje takich ludzi. Potrzebuje nowej wiary, nowych pomysłów i nowych otwartych umysłów. Ludzie mają w sobie tyle samo mocy sprawczej, co niszczącej i tylko od tego zależy czy tak małe lokalne inicjatywy przetrwają czas ostatecznej próby.

Wraz z wycofaniem się z rozgrywek dla GV nastąpił czas próby. Być może jutro będziemy mieli do czynienia z nowym Globalem. Być może zupełnie innym Globalem, wcale nie siatkarskim. A może nastąpi formalne zamknięcie stowarzyszenia i ta długa i piękna historia będzie musiała ostatecznie się skończyć. Oba scenariusze są możliwe i tak jak dla wyprawy Shackelttona potrzebna była wytrwałość by przeżyć, tak w przypadku GV potrzeba jej równie dużo by przetrwać. Jedno jest raczej pewne, powrotu do poprzedniej formuły, nie będzie.

        

Artur Kamiński

2017-01-18